|
Na lanckorońskim przedmieściu "Na drahách" w każdy piątek o godzinie dwunastej było widać ducha u szewca Pelcla. Siedział na wysokiej gruszce z ognistymi oczami i trójgraniastym kapeluszem na głowie, cały biały. Czasami wygląda jak biała kula, a czasami jak trójkątna postać. Czasem trzęsie drzewem, potem zlatuje na ziemię i zaraz znika. |
|
W Lanškrouně żył biedny najemny robotnik, któremu zachorowało dziecko. Matka dawała mu do jedzenia mleko i kaszę i naraz zauważyła, że dziecko do kogoś mówi: "Nie jedz samego mleka, tylko z kaszą!" Kiedy spojrzała uważniej ze zdziwieniem zobaczyła węża z koroną na głowie, jak liże mleko dziecku z talerza. Poszła się poradzić do starej sąsiadki, która orzekła, że trzeba prze wężem rozłożyć na ziemi białe płótno, na które wąż położy koronę. Wtedy trzeba ją zabrać zanieść do domu i wypowiedzieć trzy życzenia, które się spełnią. Po zachodzie słońca ma płótno razem z koroną odnieść na to samo miejsce. Matka posłuchała rady swojej sąsiadki. Kiedy następnego dnia wąż przyszedł do ogrodu, położyła na trawie biały materiał, wąż położył tam koronę, którą matka zaniosła do domu i prosiła tylko o zdrowie dla swojego dziecka i lżejsze życie dla siebie. Po zachodzie słońca odniosła koronę na swoje miejsce. Następnego dnia znalazła nieżywego węża bez korony. Dziecko wyzdrowiało i rodzinie zaczęło się lepiej powodzić. Korona węża przyniosła im szczęście. |
|
Kiedy dawno temu było dużo więcej lasów, szedł sobie jeden mężczyzna z Lubníka do Lanškrouna. Na Sazawskiej Wierzchowinie na brzegu pola rośnie lasek, w którym trzeba zawsze unikać spotkania z Zielonym Honzą. Kiedy przechodzień nikogo nie dojrzał, zachciało mu się zapalić. Przy drodze leżał pień drzewa. Na nim pokroił tytoń, nabił fajkę, poszedł dalej do Lanškrouna i załatwił swoje sprawy. W powrotnej drodze spotkał mężczyznę, który mu pokazał zranione kolano. Potem ten nieznajomy odszedł. Przechodzień uświadomił sobie, że zamiast na pniu drzewa, kroił tytoń na kolanie tego mężczyzny, którego właśnie spotkał. To musiał być nikt inny, jak tylko sam Zielony Honza. |
|
Raz wieczorem szła kobieta przez Dolní Třešňovec do domu do Lanškrouna. Niedaleko usłyszała jakby świst kosy, a jak księżyc zaświecił zobaczyła zauważyła w ciemności coś białego, jakby kościotrupa. Najprędzej, jak mogła uciekła do domu. Rano w tym miejscu ludzie znaleźli martwą młodą kobietę. Jak stwierdzono jadła rybę i udławiła się ością na śmierć.
|
|
W Albrechticích jedna młoda dziewczyna miała wyjść za mąż za pewnego młodzieńca, o którym nic nie wiedziano. Tajemniczy pan młody przychodził do niej o północy za stóg siana koło domu. Pewnej nocy dziewczyna się schowała. Nagle otwarła się cmentarna brama i wyszedł jej narzeczony. Dziewczyna pojęła straszny fakt i krzyknęła. Ludzie, którzy wybiegli z budynku usłyszeli jeszcze trzask zamykającej się na cmentarzu trumny. Omdlałą dziewczynę przeniesiono do wnętrza. Wezwany lekarz stwierdził jej śmierć. |
|
Koło Čermné wybudowano w roku 1885 szosę. Wcześniej jeździło się po polnej drodze. Jakubownicy, dopóki nie mieli cmentarza, wozili swoich zmarłych na cmentarz do Čermné. Cestě, po której wozili nieboszczyków do dziś jest nazywana "Drogą umarłych." Na drodze pomiędzy Vartou i Jansovou kapliczką często o północy pojawiają się ogniste zjawy.
|
|
W Čermné był chłop, którego w nocy prześladowała swoim hukaniem pójdźka. Bał się, że pójdźka przywołuje śmierć i dlatego sprzedał gospodarstwo. Już wyjeżdżał na ostatniej furze z rzeczami a tu na raz, o zgrozo, słyszy nad furą znajomy głos sowy pójdźki: "My się przeprowadzamy! My się przeprowadzamy!" |
|
Jeden wieśniak zauważył kiedyś, że woda w leśnej studni śmierdzi. Zawołał do studni sołtysa i dwunastu radnych. Zauważyli tam igliwie i rozbite jajko. Wezwali uczonego z Pragi i zaprowadzili go do studni. Ten z pomocą szkła powiększającego stwierdził w studni dzikie zwierzę. Ludzie zaczęli przypuszczać, że jest to duch, którego wcześniej widzieli w lesie. Wylosowali więc dwóch chłopów których kolejno opuścili z kijami do studni, żeby zabić potwora. Ale obaj zostali ściągnięci przez straszne, włochate łapy w głębinę. Po paru latach znaleziono kapelusz pierwszego chłopa z karteczką, że uwolnienie ich obu jest możliwe, jeżeli ktoś opuści się do studni i zwierza zabija. Na to odważyła się żona drugiego chłopa. Uzbrojona w widły spuściła się do studni. Nie udało sie jej zabić tego zwierza. Dopiero za drugim razem, kiedy wyszła ze studni i rozejrzała się w głębinie, zabiła potwora. Obaj schłopi zostali uwolnieni. Jeden z nich później opowiadał, jak musieli się troszczyć o tego zwierza. Obaj znosili wiele przeciwności. Radość z ich powrotu nie trwała jednak długo. Waleczna wieśniaczka osłabła tak, że zmarła jeszcze przed zachodem słońca. |
|
W czasie Wojny Trzydziestoletniej ludzie nosili skarby w Bukové hory. Pewnego razu była straszna burza. Strumienie wody wymywały głębokie wąwozy. W nanosach ludzie znajdowali srebrne i złote pieniądze, które były z zakopanych skarbów. W niedzielę palmową podczas czytania pasji góra otwiera się i można tam zobaczyć skarby w beczkach i stosach. Na jednej beczce stoi kogut i skrzeczy. Kto go usłyszy może wziąć co zechce, ale szybko, żeby wyjść na czas. Kiedy kogut zaskrzeczy po raz drugi, góra z łoskotem zamknie się i kto się w niej spóźnił jest na zawsze stracony. Pewnego razu trzej mężczyźni poszli na Bukovou horu, żeby szukać skarbów. O północy zjawił się przed nimi trzynogi rogacz, który miał między parostkami czerwony krzyż z płonącymi iskrami. Jednocześnie odezwał się głos: "Którego z tych trzech weźmiemy najpierw?" Inny głos odpowiedział: "Tego rudego!" Jeden z nich rzeczywiście był rudy. Wszyscy zlękli się i uciekli. Rudy umarł przy tym ze strachu. |
|
Kiedyś na Bukové hoře stała buda "Pekelnice" albo "Peklo," w której się tańcowało i grało na skrzypkach, ale tylko do dziesiątej wieczór. Gdyby tańczono dłużej buda podobno zniknęłaby razem z tańczącymi. |
|
|